Między nami dobrze jest
Między nami dobrze jest Teatr Współczesny w Warszawie, Alina Ert-Eberdt, Segregator Aliny , 15.10.2025
Patryk Warchoł, 26-letni reżyser Między nami dobrze jest, w wypowiedziach przedpremierowych podkreślał, że ma dziś tyle samo lat, ile miała Masłowska, pisząc ten dramat. Warchoł zrobił własną adaptację, uwzględniając wrażliwość swoich rówieśników urodzonych z „przyklejonym do ręki smartofonem”. Postrzeganie świata przez pryzmat tego, co można zobaczyć i przeczytać na smartfonowym ekranie nie było jedyną rzeczą, która miała tu znaczenie. Teksty, które zresztą pozostały: jeden wypowiadany wielokrotnie przez postać nazwaną Osowiałą Staruszką na wózku inwalidzkim („Pamiętam dzień, w którym wybuchła wojna”) oraz fraza padająca też po parę razy z ust innych postaci („To znowu ja, II wojna światowa, wróciłam”) szesnaście lat temu miały raczej śmieszyć. Dzisiaj przestały być zabawne…
Między nami dobrze jest ukazuje, można powiedzieć, wielopokoleniową rodzinę: babcię, córkę i wnuczkę mieszkające w klitce starej kamienicy. Pozostałe postacie to inni mieszkańcy tego samego domu – zaprzyjaźniona Sąsiadka i Reżyser; dochodzą do nich jeszcze Aktor i Prezenterka. Ostatnia trójka w ujęciu Warchoła to celebryci mający rzesze followersów w popularnych serwisach społecznościowych.
Babcia, córka z sąsiadką i wnuczka reprezentują trzy odmienne światy; nie mogą czy też nie chcą się porozumieć. W każdym razie, nie starają się znaleźć wspólnego języka. Tak jak u Masłowskiej, u Warchoła również jest to mikrokosmos współczesnej Polski. Doprecyzowując, Polski ludzi przeciętnych. U Warchoła o kilkanaście lat późniejszej, ale już zupełnie innej.
Nie będę ukrywać, że język Doroty Masłowskiej nie należy do moich ulubionych. Żeby była jasność: doceniam świeżość i dowcip niektórych jej sformułowań, niemniej są rzeczy, które mnie u niej rażą. Ale nie dramatopisarstwa Doroty Masłowskiej ma dotyczyć ta recenzja.
Mimo moich subiektywnych zastrzeżeń do pióra Masłowskiej – obejrzenie inscenizacji Patryka Warchoła w warszawskim Współczesnym ma obiektywnie przyjemne strony. Dzięki pierwszorzędnie grającym aktorkom.
A dla mnie także z osobistych względów, bowiem Elżbieta Kępińska obudziła we mnie miłe wspomnienia z czasów studenckich. Byłam wtedy bywalczynią Teatru Powszechnego w Warszawie, kierowanego wówczas przez Zygmunta Hübnera. Pamiętam doskonale Kępińską z tamtej sceny. W roli Staruszki na wózku, którą teraz zagrała gościnnie we Współczesnym jest świetna! Chwała castingowi Współczesnego.
Natalia Stachyra jako krnąbrna nastolatka jest bardzo prawdziwa. Niedawno dwukrotnie oglądałam tę aktorkę w rolach nieco starszych, ale też dzisiejszych młodych kobiet (w Ostatniej lekcji w Ateneum i w Szaleństwie nocy letniej we Współczesnym). Za każdym razem była tak wyrazista i przekonywująca, że mimowolnie zaczęłam ją utożsamiać z przebojowością granych przez nią postaci. A przecież to były tylko aktorskie interpretacje. Brawo!
Agnieszka Suchora idealnie wyważyła ekspresję potrzebną do wykreowania jej postaci. A Joanna Jeżewska, oszpecona sztuczną otyłością, kiedy tańczy na stole, zniewala wdziękiem i zwiewnością. I to jest dopiero sztuka.
Między nami dobrze jest, grane na Scenie w Baraku, jest pokłosiem przeprowadzonego przez warszawski Współczesny «Konkursu dla reżyserek i reżyserów na początku drogi zawodowej». Nagrodą była możliwość zrealizowania autorskiej koncepcji na scenie Organizatora Konkursu w sezonie 2025/2026. Sztuka Masłowskiej nie jest więc wyborem Teatru, a Patryka Warchoła.
Sądząc, po tym konkursie i po ostatniej premierze ubiegłego sezonu w Teatrze Współczesnym w Warszawie (Szaleństwo nocy letniej) teatr ten pod nową dyrekcją otwiera się na młodych: reżyserów, aktorów i widzów.
I to jest cenna inicjatywa.
