Lepiej już było...
Starość z humorem, Anna Czajkowska, TeatrdlaWszystkich, 5.05.2026

„Lepiej już było…” w reż. Wojciecha Adamczyka, spektakl wielokrotnie doceniany i nagradzany, od dziesięciu lat niezmiennie bawi publiczność warszawskiego Teatru Współczesnego, głównie dzięki wyrafinowanej klasie aktorskiej Marty Lipińskiej oraz ujmującej grze pozostałych aktorów, tworzących pełnokrwiste postaci pierwszo- i drugoplanowe. Autorką sztuki „Welfarewell” jest Pamela Delaney (Cat Delaney) – kanadyjska dziennikarka, poetka i wielokrotnie nagradzana autorka dramatów, która pisze również prozę i scenariusze filmowe. W komediodramacie „Lepiej już było…” dostrzec można jej zacięcie satyryczne, a także wrażliwość na problemy społeczne oraz świadomość niewesołego losu samotnych staruszków.

Esmerelda Quipp jest osiemdziesięcioletnią, emerytowaną aktorką, w pełni sił umysłowych i z dużym poczuciem humoru. Niestety, jej pogoda ducha często zawodzi w zmaganiach z codziennością, bowiem ciało coraz częściej odmawia posłuszeństwa, a samotność doskwiera. Dodatkowo gnębią ją problemy finansowe. Mizerna emerytura pani Quipp nie pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb, dlatego codziennie staje przed wyborem – wybrać leki czy jedzenie? Jedyny towarzysz jej życia, kot, swoje lata przeżył, dzielnie zajadając tuńczyka, którego Esmerelda kupowała za ostatnie grosze, i w końcu trzeba go pogrzebać. Bohaterki nie stać na kremację zwierzaka, dlatego postanawia zakopać go na trawniku przed domem. I tu zaczynają się perypetie starszej pani – tyleż zabawne, co gorzko smutne.

Tekst, pełen przezabawnych dialogów i monologów, starannie opracowany przez reżysera, nie nuży, choć treść sztuki nie jest odkrywcza ani przełomowa. Inscenizację wypełniają gagi rodem z komedii sytuacyjnej i nieco przerysowane sylwetki stereotypowych bohaterów (na przykład prostytutki o gołębim sercu, w dodatku biegłej w znajomości dzieł Williama Shakespeare’a, którą na złą drogę sprowadził okrutny los). Warto jednak dodać, że poszczególne kreacje nie przekraczają granic naturalności i doskonale współgrają z linią dramaturgiczną przedstawienia. Aluzje do zawodu aktora, prawnika oraz do kondycji materialnej emerytów są tu szczególnie cenne.

Marta Lipińska w roli Esmereldy Quipp, uroczej żartownisi (quipp znaczy po angielsku żartować, dowcipkować), zbudowała cudowną, urokliwą postać emerytowanej artystki, pełnej niezłomnego optymizmu, choć momentami sarkastycznej i ironicznej. Jej mimika, gest i wdzięczny ruch wydają się lekkie, niewymuszone, a przecież wynikają ze znakomitej techniki i doświadczenia. Podziwiam sposób wchodzenia w rolę oraz zrozumienie, jakim Lipińska obdarza swoją bohaterkę, pozwalając jej z każdego drobiazgu – dialogu, monologu – uczynić perełkę. Z przyjemnością wsłuchuję się w cytowane przez panią Quipp fragmenty utworów Williama Szekspira, które w ustach Marty Lipińskiej brzmią wyjątkowo wytrawnie i smakowicie. A cierpkim słowom, skierowanym do młodego, pełnego zapału adwokata, trudno nie przyznać racji: „to nie więzienie jest karą, ale starość. 

Obok znakomitej Marty Lipińskiej w spektaklu wyróżnić trzeba jeszcze inne, udane kreacje. Szczególnie doceniam Agnieszkę Pilaszewską, która tym razem gra na scenie dwie kobiece role, dopracowane i wycyzelowane we wszystkich niuansach, wcielając się w oskarżoną o próbę zabójstwa męża Gladys oraz sędzinę Julius (jakże smakowitą za swym pulpitem sędziowskim!). Kolejne bohaterki – kobiety lekkich obyczajów, czyli Joanna Jeżewska jako Penelopa i Katarzyna Dąbrowska w roli Val – z klasą i koniecznym w komedii przymrużeniem oka dokładają następne, humorystyczno-groteskowe cegiełki do całości inscenizacji. I nie mogę pominąć Zbigniewa Suszyńskiego, który w przedstawieniu Adamczyka zagrał kilka niewielkich, ale przezabawnych postaci, w tym nawet… kobiecą!

Scenografia Marceliny Początek-Kunikowskiej, z ciekawymi pomysłami na adaptację przestrzeni, pozwala widzom przenosić się w różne miejsca akcji – na posterunek policji, do mieszkania Esmereldy, banku, celi więziennej czy sali sądowej. Wzbogacona grą świateł i przemyślanymi kostiumami Anny Englert pięknie łączy się z całością scenicznej koncepcji.

Sztukę można czytać także na poziomie uniwersalnym, jako opowieść o ludziach nieprzystosowanych, nadwrażliwych, bezradnych wobec drapieżnych systemów, ubogich i odrzuconych. Ale nadal pozostaje ona uroczą komedią, barwną dzięki dobrze skonstruowanym dialogom, sprawnej reżyserii i kunsztowi gry aktorskiej.

Deklaracja dostępności