Bracia Lehman
Amerykański sen, Jan Bończa-Szabłowski, Rzeczpospolita, 7.07.2026r.

„Bracia Lehman” wg Stefana Massiniego w reż. Oskara Winiarskiego w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Jan Bończa-Szabłowski w „Rzeczpospolitej”, dodatku „Plus Minus”.

 

Oskar Winiarski we Współczesnym zaprezentował coś, co można nazwać teatrem totalnym. A wszystko doprawił szczyptą szaleństwa.

Rzadko zdarza się, by pisząc o bardzo dobrych czy nawet świetnych spektaklach, chciało się użyć określenia „zachwycający”. A tak właśnie jest w przypadku „Braci Lehman” Stefana Massiniego w reżyserii Oskara Winiarskiego – najnowszej premierze Teatru Współczesnego w Warszawie. To rodzaj teatru, o którym można tylko marzyć.

Teatr Współczesny najwyraźniej wraca do swych korzeni, kiedy to jego twórca i pierwszy dyrektor, legendarny Erwin Axer postanowił na tej scenie przybliżać polskiej widowni dzieła, które zdobyły uznanie na świecie, konfrontując je z wrażliwością rodzimej publiczności. Walor poznawczy poparty był tu zawsze wybitną reżyserią i świetnym aktorstwem. I te kryteria spełniają właśnie „Bracia Lehman”.

Stefano Massini to pierwszy włoski autor uhonorowany Tony Award, czyli teatralnym odpowiednikiem Oscarów. Jego powieść „Bracia Lehman” przetłumaczona została na ponad 30 języków, adaptacja sceniczna dokonana przez Bena Powera święci triumfy na wielu scenach świata, a w 2021 r. miała swą uroczystą premierę na Broadwayu.

Trójka tytułowych braci przypomina nieco trójkę bohaterów „Ziemi obiecanej” Reymonta, łączy ich z pewnością determinacja do robienia interesów. Tyle że u Massiniego to trzej żydowscy emigranci z Bawarii, którzy docierają do Nowego Jorku i robią wszystko, by spełnił się im „amerykański sen”. Realizacja tego snu zaczyna się od otwarcia niewielkiego sklepiku z bawełną, potem idą za ciosem, rozszerzają asortyment, zakładają rodziny, ich następcy stają się bankierami, tworząc finansową elitę.

Ten amerykański sen rodziny Lehmanów trwa dokładnie 163 lata. W ciągu niespełna trzech godzin śledzimy z zapartym tchem opowieść pełną zwrotów akcji, szalonego tempa, zmieniających się konwencji teatralnych w świetnym przekładzie Joanny Połeć. Przez scenę przewija się kilkadziesiąt postaci, w które wciela się brawurowo trójka aktorów, wydobywając z każdej postaci osobny temperament, sposób mówienia i energię.

Opowieść zaczyna Mateusz Król, który pojawia się jako Henry, najstarszy z braci. Kilkanaście scen później, kiedy umrze jego bohater, zobaczymy go w serii postaci ze świata biznesu, półświatka, będzie małym chłopcem, a nawet zrzędliwą żoną. Podobnie karkołomne zadanie mają do wykonania zaczynający od roli Emanuela Lehmana Szymon Roszak oraz grający najmłodszego z braci Przemysław Kowalski. Rzeczywistość, którą obserwujemy zmienia się jak w kalejdoskopie. Wszystko rozgrywa się na czarnej scenie zabudowanej umowną, bardzo ascetyczną i funkcjonalną scenografią Marka Idzikowskiego. Kilka stojaków, para desek, rozwinięte płótna, drewniane klocki budują świat niesamowitej wyobraźni. Jest teatr cieni, w którym Kowalski staje się ponętną młodą kobietą, a Król – bezwzględnym kapitalistą, są sceny z marionetką spacerującą po linie.

Sukces tego spektaklu to mistrzowska gra aktorów, feeria pomysłów wynikająca z nieokiełznanej wyobraźni reżysera Oskara Winiarskiego. To szaleństwo aktorsko-reżyserskie połączone jest – co warto dodać – z niebywałą precyzją. Dla Winiarskiego jest to debiut na polskiej scenie dramatycznej, wcześniej na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej przygotował kolejnego Mozarta. Jako aktor pojawiał się na ważnych scenach Półwyspu Apenińskiego, a jako reżyser współpracuje na co dzień m.in. z Komische Oper w Berlinie.

We Współczesnym zaprezentował coś, co można nazwać teatrem totalnym. A wszystko doprawił szczyptą szaleństwa. Można by się zastanawiać, dlaczego ta sztuka wystawiona została w Baraku, a nie na głównej scenie Współczesnego. Ale przecież o tym, że rzeczy genialne rodzą się w baraku, przekonała już nasza Noblistka Maria Skłodowska-Curie. 

Deklaracja dostępności