Szaleństwo nocy letniej
Komedia „nieromantyczna”, Anna Czajkowska, teatrdlawszystkich.pl, 3.02.2026r.
Po niemal dziewięciu miesiącach od premiery postanowiłam wrócić na „Szaleństwo nocy letniej”, który po pierwszym obejrzeniu pozostał w mojej pamięci jako wyjątkowo udany.
Spektakl „Szaleństwo nocy letniej”, choć w oczywisty sposób nawiązuje do popularnej komedii Szekspira, nie jest ponadczasowym hymnem na cześć miłości ani poetycką bajką o sobótkowej nocy. Reżyserując adaptację tekstu — tłumaczonego z pazurem i odpowiednią finezją (zasługa Tomasza Dutkiewicza i Elżbiety Woźniak) — Ewa Konstancja Bułhak przygotowała spektakl nietuzinkowy. Przeniosła na teatralne deski opowieść o życiu i eskapadach dwójki zagubionych trzydziestopięciolatków, przeplatając — zgodnie z zamysłem Davida Greiga i Gordona McIntyre’a — wartkie, zabawne, a momentami delikatnie kpiące dialogi oraz monologi z pełnymi szczerości piosenkami.
Wybór takiej formuły scenicznej pozwala z dystansem przyjrzeć się problemom osób przerażonych „przesileniem” wieku średniego, ich samotności, poczuciu niespełnienia oraz zagubieniu w monotonnej rzeczywistości. Twórcy, umiejętnie wykorzystując śmiech, ironię zmieszaną z liryzmem i poetyckością, stawiają pytania o uniwersalne aspekty ludzkiej egzystencji i o to, jak wygląda prawdziwe życie konfrontowane z naszymi marzeniami.
W typowo deszczową, letnią edynburską noc w barze spotyka się dwoje outsiderów i samotników — kobieta i mężczyzna. Helena jest prawniczką, którą porzucił żonaty kochanek, Bob zaś drobnym przestępcą. Ich przypadkowa znajomość, wspólne picie wina, seks, sobotni kac, a następnie kolejne rozstania niosą w sobie romantyczny rys — na przekór rozczarowującej rzeczywistości.
Natalia Stachyra i Mateusz Król bardzo plastycznie odmalowują swoich bohaterów, zmagających się z oczekiwaniami społecznymi, karierą oraz poszukiwaniem sensu życia w zabieganym świecie. Bob i Helena często wyrażają swoje sekretne, ukryte pragnienia, wypowiadając wewnętrzne monologi, co podkreśla ich samoświadomość i rozwiewa baśniowość teatralnej opowieści.
Podziw budzi wszechstronność młodych aktorów, którzy z lekkością i świeżością wcielają się zarówno w główne, jak i poboczne postaci. Pozwala im ona błyskawicznie zmieniać role, umiejętnie podkreślając fizyczne cechy kolejnych bohaterów — z inteligentnej, zgnębionej niepowodzeniami Heleny Natalia Stachyra z łatwością przeistacza się w groźnego rzezimieszka, szefa Boba. Mateusz Król dodaje swojej kreacji dynamiki, wprowadzając odpowiednie tempo i swobodę, częściowo dzięki grze na gitarze. Aktorski duet gładko wchodzi w gry słowne, błyskotliwe dialogi podkreślając ostrym humorem i utrzymując szybkie tempo spektaklu.
Akcenty z rozmysłem rozłożone w spektaklu pozwalają Ewie Konstancji Bułhak konstruować spójną dramaturgię i stopniowo budować napięcie w błyskawicznie następujących po sobie, pozornie zagmatwanych scenkach. Muzyka wykonywana na żywo przez Macieja Papalskiego oraz romantyczne piosenki interpretowane z poetycką zmysłowością wzmacniają efekt uniwersalności i pozwalają na chwilę zatrzymania oraz refleksji.
Całość utrzymana jest w tonie „pół żartem, pół serio”. Minimalistyczna scenografia Kamili Bukańskiej, projekcje autorstwa Marii Matyldy Wojciechowskiej oraz gra świateł, za którą odpowiada Katarzyna Łuszczyk, potęgują intrygujący nastrój surrealizmu, przenikający kameralną przestrzeń.
Ciekawa, dobrze skrojona, zagrana i wyreżyserowana z pomysłem komedia „nieromantyczna” powinna zadowolić zarówno miłośników inteligentnego humoru, jak i widzów ceniących teatr, który — wykorzystując groteskę i śmiech — chce przekazać coś istotnego.
