Cravate Club
Bernard w pułapce własnej zazdrości, Wiesław Kowalski, teatrdlawszystkich.pl, 18.01.2026r.

Wczorajsza repremiera „Cravate Club” w Teatrze Współczesnym pokazała, jak cienka granica dzieli komedię od melancholii w sztuce Lacana. To spektakl, który z pozoru wydaje się lekką impresją o przyjaźni i zazdrości, a w rzeczywistości jest studium napięć generowanych przez drobne niedopowiedzenia i nieporozumienia.

Centralnym punktem tej miniatury jest oczywiście postać Bernarda, którą kreuje Wojciech Malajkat. Nie chodzi tu tylko o jego znakomite aktorstwo – w każdym geście, spojrzeniu i drobnym wahnięciu Malajkat pokazuje, jak skomplikowane może być wnętrze mężczyzny w wieku średnim. Bernard to człowiek, który osiągnął pozorną stabilizację – sukces zawodowy, rodzina, autorytet – a jednak w relacji z Adrienem (Marcin Stępniak) widać jego lęki i frustracje. Malajkat czyni z Bernarda postać zarówno śmieszną, jak i niepokojącą, balansując na granicy irytującego egocentryzmu i autentycznego zagubienia. To bohater, którego łatwo krytykować, ale jeszcze łatwiej mu współczuć.

Reżyseria Malajkata jest subtelna, ale konsekwentna. Zwraca uwagę sposób, w jaki wykorzystuje różnicę wieku między bohaterami – nie tylko jako źródło napięć, ale jako narzędzie dramaturgiczne. Bernard jako mistrz i mentor, Adrien jako uczeń i partner – te role wplecione w przyjacielską, zawodową relację nabierają w repremierze niezwykłej wagi. Malajkat prowadzi duet w taki sposób, że dialog staje się zarówno polem bitwy, jak i miejscem intymnej obserwacji człowieka w jego słabościach.

Marcin Stępniak w roli Adriena jest dobrym kontrapunktem dla Bernarda – jego lekkość, elastyczność w grze ciałem i subtelna ekspresja pozwalają Malajkatowi w pełni rozwinąć bogactwo postaci. Relacja między protagonistami jest prawdziwa i krucha, a każdy niedopowiedziany gest staje się znaczący. To pokazuje, że „Cravate Club” nie jest tylko komedią o męskiej zazdrości, ale ma w sobie coś z psychologicznego studium, w którym liczy się każdy detal.

Spektakl w Teatrze Współczesnym ma również swoją fizyczną dramaturgię. Mała scena stwarza intymność, która zmusza aktorów do pełnej autentyczności. Tutaj nie da się ukryć niczego przed widzem: drżenie głosu, napięcie w ramionach, subtelne spojrzenia – wszystko pracuje na opowieść. Malajkat w roli Bernarda pokazuje, jak mistrzowsko potrafi łączyć aktorską precyzję z reżyserską wrażliwością, prowadząc widza od uśmiechu do refleksji w ciągu zaledwie sześćdziesięciu minut.

W „Cravate Club” badamy przyjaźń, zazdrość, poczucie straty i potrzebę bycia akceptowanym. Dramat dowodzi, że nawet drobne urazy mogą przybrać gigantyczne rozmiary, jeśli pozostaną niewyjaśnione. Malajkat, jako reżyser i aktor, pokazuje, że teatr potrafi te subtelne mechanizmy życia ukazać w sposób przystępny i frapujący.

To nie jest łatwa komedia, ale pełna refleksji i emocji impresja teatralna, którą warto obserwować nie tylko dla śmiechu, ale też dla lepszego zrozumienia siebie i relacji z innymi.

Deklaracja dostępności