Chłopki
Chłopki – kobiecość ziemi wydarta, Dominika Urbańska, Dziennik Teatralny Łódź, 2.01.2026r.

Bestsellerowa książka Joanny Kuciel-Frydryszak „Chłopki. Opowieść o naszych babkach", wydana przez Wydawnictwo Marginesy zdobyła szczyty literackich list przebojów w 2023 roku i uzyskała nominację do Nagrody Literackiej Nike 2024. W rok od premiery sprzedano ponad pół miliona egzemplarzy, a spektakularny sukces wydawniczy uruchomił nie tylko historyczno-społeczną dyskusję, ale i potrzebny, chociaż trudny dialog w branży literacko-wydawniczej.

Fenomen „Chłopek" ma proste źródło: prawdę. Zgromadzony przez pisarkę materiał, autentyczne relacje kobiet, ich potomkiń i potomków, czarno-białe fotografie z rodzinnych i muzealnych archiwów składają się na szczere opowieści bez lukru ludowego sentymentalizmu Oskara Kolberga. Bieda, nędza, analfabetyzm, podległość i codzienny znój są chlebem powszednim cichych bohaterek z kart „Chłopek". Zgięte plecy to nie łuk triumfalny etosu pracy, ale wygięty życiorys kobiety skazanej na cierpienie i harówkę, chylący się ku ziemi – karmicielce i niszczycielce zarazem.

Utalentowany reżyser Sławomir Narloch sięgnął po trudny do przeniesienia na scenę, przebogaty, wielowątkowy, świetnie napisany materiał „Chłopek" i stworzył adaptację, w której faktom towarzyszy wrażliwa obserwacja i świadomość mozolnego, ale konsekwentnego wykuwania przez poprzednie pokolenia lepszego losu dla potomnych. Joanna Kuciel-Frydryszak, prowadząc czytelnika przez historie życia umęczonych, tytułowych chłopek, ukazuje zmiany w ich mentalności, które kiełkowały i powoli rozsadzały skamieniałe tradycją i religią zwyczaje i rutyny. Szokujące opowieści umęczonych kobiet, udręczonych dzieci, ubóstwo i brak perspektyw wstrząsnęły czytelnikami, bo ten brutalny naturalizm buchnął prawdą uwolnioną ze stereotypów upiększonej historii mieszkańców skansenów zwiedzanych przy folkowych nutkach.

Sławomir Narloch w swej interpretacji nie tylko zawarł faktograficzną precyzję w wymiarze, na jaki pozwala forma teatralna, ale pozwolił wybrzmieć emocjom zarówno kobiet z minionej epoki, jak i współczesnych widzów, których uderza rozmiar cierpienia, wysiłku i tragizmu przesądzonego często, złego losu. Autor adaptacji dodał również wspomnienia własnej prababci Heleny Pluty, a zatem wymiar emocjonalny powoduje, że spektakl zyskał potrzebną otulinkę sentymentu, wrażliwości, czułego wspomnienia pomimo tragicznych treści i przeżyć często odartych z piękna.

Klimatyczne trio w składzie: Anastazja Gizińska (akordeon), Wioletta Jakubiec (skrzypce), Katarzyna Stasiewicz (wiolonczela) muzycznie otula pojawiające się na scenie przedstawicielki stanu chłopskiego, które jak duchy przeszłości wyłaniają się z gęstej mgły o świcie i snują swoje tragiczne opowieści o losie przesądzonym i bolesnym, ciężkiej pracy bez końca, ciemnej mogile, która jest spokojnym miejscem na wieczny, zasłużony po latach udręki odpoczynek. Szlachetna oprawa muzyczna hipnotyzuje nastrojem i moduluje emocje (muzyka i kierownictwo muzyczne Jakub Gawlik). Słysząc także nagranie audio z relacjami z tamtych lat, jesteśmy wprowadzani w historie ze sceny w wykonaniu znakomitego kobiecego zespołu Teatru Współczesnego w Warszawie (projektowanie dźwięku - Katarzyna Gawlik).

Grający Prawnuka Marcin Stępniak jest swoistym przewodnikiem duchów z przeszłości. Wygląda jak współczesny młodzieniec, czule wspomina swoją prababcię, ale niepostrzeżenie wciela się we wszystkie role mężczyzn istotnych w życiu pojawiających się bohaterek. W ich patriarchalnym porządku świata rodzinnego i społecznego, jawi się jako brat, ojciec, mąż czy konkurent lub ksiądz. Marcin Stępniak znakomicie dopasowuje się do kolejnych wątków, które przeplatają się, powracają i zmieniają. Scenografia Martyny Kander jest surowa i oszczędna w formie. Wszak chłopska chata z klepiskiem wykwintna nie była, a szarobure sukienczyska i chustka na głowie nie wydobywały powabu kobiecego ciała. Słoma na klepisku, obtłuczony piec kaflowy, drzwi, co i do chałupy, i do obory prowadzić mogą, światło w mroku stłumione (reżyseria świateł - Karolina Gębska), bo dni i noce zlewają się w trudzie codzienności, pracy bez wytchnienia.

Kostiumy Anny Adamiak (asystentka kostiumografki - Marta Kopańska) ujednolicone w barwach nie indywidualizują bohaterek, bo strój dla nich jeszcze długo znaczenia mieć nie będzie z wyjątkiem butów, które są przepustką do poznawania świata i mogą zaprowadzić chociażby do szkoły lub miasteczka, gdzie czeka lepsze życie. Tylko Matka Boska nosi przepyszną suknię, która przydaje majestatu i wskazuje na nadprzyrodzony pierwiastek swej właścicielce. Niesamowita Joanna Jeżewska w roli powiernicy cierpiących kobiet tak ciężko doświadczonych przez los jest nie tylko czułą przewodniczką i opiekunką zagubionych i udręczonych, ale także sprytną i konsekwentną Konstancją Zieją, która uparła się syna wykształcić. Postacie kreowane przez Joannę Jeżewską spinają losy kobiet. Matka Boska pojawia się
w chwilach zwątpienia i cierpienia, daje ukojenie, wskazuje drogę, pomaga, wciela się w życiowe przewodniczki i opiekunki. Doskonała, wyrazista rola aktorki jest ogromnym atutem spektaklu.

Przejmujący duet tworzą na scenie eteryczna Monika Kwiatkowska jako Lenka i pełna temperamentu Elżbieta Zajko jako Antosia. Skomplikowana relacja matki i córki, ich dramat trudnego i przesądzonego kobiecego życia skazanego na tułaczkę w poszukiwaniu ciężkiej pracy i niechcianego macierzyństwa, rozgrywa się w scenerii symbolicznego, drabiniastego wozu, który pełni też rolę łoża i trumny, ozdobionego scenami z Męki Pańskiej, w którym pogrzebano nadzieje na lepsze i godne życie. Przewrotnie ukazane życiorysy tych kobiet wrzucają widza na emocjonalną huśtawkę. Ciężkie jest życie, z którym zmaga się Lenka, która przesuwa sama wóz - atrybut nieszczęsnego fatum ciążącego nad dziewczynkami bez posagu i przyszłości.

O tej syzyfowej pracy przypomina nieustannie Agnieszka Pilaszewska jako Marianna, która musi pamiętać o precyzyjnej rutynie każdego dnia. Stefcia (Monika Pawlicka), Jadwinia Popiołkiewicz i Babcia (Ewa Porębska), Jadzia (Natalia Stachyra) i Rudzia (Kinga Tabor) dopełniają galerię tragicznych, cierpiących postaci. Ich przejmujące opowieści i koleje losu poruszają serce, a te wyśpiewane i wytańczone (przygotowanie wokalne - Magdalena Czuba, choreografia - Mariusz Żwierko) na czułą lub żywiołową nutę, przenoszą nas do świata minionego, o którym trzeba pamiętać, by docenić każdą cywilizacyjną, ale przede wszystkim mentalną zmianę.

W tym żółtawym półmroku sceny zasłanej słomą, zasnutej mgłą, surowej scenerii i przy smyczkowych, rzewnych dźwiękach, artyści Teatru Współczesnego zamknęli żal prawdziwy, zmarnowane młodość i urodę kobiet, życia zakończone w pocie, łzach, często bez miłości i współczucia. Urządzili wiejskie wesele, które przewrotnie zamieniło się w piękną i godną stypę dedykowaną tym wszystkim niezliczonym chłopkom – babkom i prababkom pokoleń współczesnych Polaków, które swą młodość, kobiecość i urodę zamieniły szybko w zmarszczki i samotność, a własne ambicje pogrzebały w nienasyconej ziemi.

W tej scenie, jak podczas Ostatniej Wieczerzy, dzieląc się chlebem, dzielą się też tragicznymi historiami swoimi i swoich bliskich na pamiątkę ich ofiary złożonej przyszłym pokoleniom. Ta scena jest jak obraz ze światła, słów i pięknych w swym smutku postaci stworzonych przez wspaniały zespół charyzmatycznych aktorek. Chłopki-zgięte pod konwiami z wodą, rodzące kolejne dzieci, patrzące na ich nędzę i śmierć, usługujące w domach swoich i obcych, rozmodlone i niepiśmienne, jednak często bosą stopą robiły małe kroki naprzód, by sto lat później ich historia była wspomnieniem, a spektakl hołdem dla ich cichej, drążącej odwagi w walce o lepszy byt dla kolejnych generacji.

Owacje po premierze są tego świadectwem.

Deklaracja dostępności