Chłopki
Okiem Obserwatora: Chłopki, Krzysztof Stopczyk, e-teatr.pl, 5.01.2026r.

Od pewnego czasu z dużą przyjemnością obserwowałem zmiany jakie następowały na fasadzie kamienicy będącej siedzibą Teatru Współczesnego w Warszawie przy ulicy Mokotowskiej. Nie ukrywam, że ta okolica to jeden z moich ulubionych kwartałów Warszawy i wcześniej, patrząc jak Mokotowska pięknieje na całej swojej długości, zastanawiałem się, kiedy przyjdzie czas na budynek byłej sali parafialnej kościoła Zbawiciela. Wszystkie kamienice dookoła zostały już odnowione, a tylko ta przy ulicy Mokotowskiej 13 pozostawała w stanie niezmiennym. Wreszcie doczekałem się i przed wejściem na najnowszą premierę syciłem oczy świeżutkimi elewacjami tego przedwojennego ostańca. Nie ma już wstydu!

Środek też wygląda inaczej i według mnie teraz jest lepiej. Kto jeszcze nie był, niech idzie i przekona się.

A więc w dobrym nastroju zasiadłem na widowni (również po remoncie) i z ogromnym zaciekawieniem czekałem na premierę „Chłopek”, czyli inscenizacji teatralnej ostatniego przeboju czytelniczego autorstwa Joanny Kuciel-Frydryszak. Tę literaturę na język teatru przełożył Sławomir Narloch (adaptacja i reżyseria). 

Moja ciekawość wynikała z faktu fenomenu, jakim jest ta praca reportażowa Kuciel-Frydryszak. W czasach przed transformacją lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zdarzały się nakłady książek sięgające setek tysięcy. Ale wtedy nie było internetu, w telewizji był jeden, później dwa kanały, w kinach też było ubogo i gdy zdarzył się jakiś książkowy bestseller posiadanie zaprzyjaźnionego księgarza było w cenie. Tyle tylko, że te czasy dawno minęły i od kilu dekad nakłady książek są coraz skromniejsze. Ale w tym przypadku bank został rozbity i pod koniec 2024 r. wydawnictwo Marginesy pochwaliło się, że sprzedało już ponad 500 tys. egzemplarzy w niecałe dwa lata i że planowane są dodruki. Właśnie fakt tego fenomenu mnie zastanawiał, a jeszcze bardziej ciekaw byłem jak reżyser poradzi sobie z ogromem materiału (prawie 500 stron). I to materiału nie linearnego, tylko będącego mnogością podobnych, jednak różniących się i zindywidualizowanych opowieści. 

Nie miejsce tu na analizę dzieła literackiego. Znam argumenty zwolenników, jak i przeciwników tej pracy.  Jako historyk po wyższych studiach mam też swoje zdanie, które tym bardziej podsycało moją ciekawość, jakiż to będzie efekt końcowy pracy adaptatora i reżysera w jednej osobie, czyli Sławomira Narlocha. Z zapowiedzi przedpremierowych wiedziałem, że dokonał nie tylko sporej selekcji, ale również ciekawego zabiegu włączenia do sztuki autentycznych nagrań magnetofonowych swojej prababci - Heleny Pluty. To okazało się strzałem w dziesiątkę! 

Ale zaczął się spektakl.

Scenografia autorstwa Martyny Kander zajmuje całą scenę, ale jest w sumie surowa i tak sprytnie wymyślona, że stanowi równocześnie wnętrze izby i przestrzeń otwartą (obejście, podwórko), co implikuje, że przez całe przedstawienie nie ma zmiany dekoracji. 

Adekwatnie do tytułu, na scenie występują prawie same panie (osiem aktorek i trzy muzyczki) i tylko jeden aktor grający kilka postaci. 

Może niezbyt elegancko, ale zacznę właśnie od niego. Marcin Stępniak pojawia się jako alter ego reżysera, czyli (Prawnuk) i zaczyna spektakl bardzo osobistym monologiem. W miarę upływu czasu wciela się w różne osoby, ale co pewien czas wraca do tej „cywilnej” narracji. W swoim dossier Stępniak może zdecydowanie zapisać tę rolę po stronie plusów. 

Siłą tego spektaklu jest nie tylko znakomicie zaadaptowany przez Narlocha tekst, ale w głównej mierze zespół aktorek wcielających się w poszczególne postacie, a nierzadko w kilka. Wymienię je wszystkie w kolejności alfabetycznej, ponieważ wszystkie bez wyjątku dając popis aktorstwa, wytwarzają efekt synergii, dzięki czemu powstaje wspaniałe, niepowtarzalne widowisko. 

Joanna Jeżewska (Konstancja Zieja/ Maria/ Matka Boska), Monika Kwiatkowska (Lenka), Monika Pawlicka (Stefcia), Agnieszka Pilaszewska (Marianna), Ewa Porębska (Jadwinia Popiołkiewicz/ Babcia), Natalia Stachyra (Jadzia), Kinga Tabor (Rudzia) i Elżbieta Zajko (Antosia).

Przed chwilą użyłem sformułowania „widowisko” i tak jest w rzeczywistości. Bo ten spektakl teatralny, którego siłą napędową jest treść, tekst i gra zespołu aktorskiego, nasycony jest muzyką (na żywo!), śpiewem i tańcami. Wszystko to razem stanowi wspaniałą, spójną całość, a akcenty muzyczne są doskonale wyważoną przeciwwagą dla bardzo poruszających tekstów mówionych. Reżyser bardzo dobrze wypośrodkował te emocje i smutne czy wręcz tragiczne historie przeplatane są bardzo efektowymi tańcami ludowymi oraz wspaniałymi piosenkami i przyśpiewkami. Wśród nich trafiają się również bardzo filuterne (używam  łagodnego określenia), ale jakże autentyczne. Mnie nie zgorszyły, bo sam znam wiele podobnych.

Za przygotowanie wokalne odpowiadała Magdalena Czuba, a za choreografię - Mariusz Żwierko (urzekające sceny zbiorowych tańców!). Efekty ich pracy budzą podziw. Tak samo jak kostiumy autorstwa Anny Adamek.

Wśród współtwórców nie można pominąć reżyserki świateł Karoliny Gębskiej, dzięki której doskonale widać twarze artystek (szczególnie w scenach pełnych ekspresji) i uwypuklane są detale zarówno w scenografii, jak i kostiumach.

No i jeszcze element, bez którego pokazanie obrazu wsi polskiej nie byłoby pełne – muzyka. W „Chłopkach” cały czas przebywają na scenie i cudownie ilustrują akcję muzyką trzy panie: Anastazja Gizińska (akordeon), Wioletta Jakubiec (skrzypce) i Katarzyna Stasiewicz (wiolonczela). A kierownikiem muzycznym jest Jakub Gawlik

Wychodziłem z tego przedstawienia pełen podziwu dla kreatywności kolejnego reżysera młodego pokolenia, który potrafił – nie ukrywajmy – z nie łatwego w odbiorze dzieła literackiego stworzyć bardzo dobry spektakl teatralny. Poprzednia premiera w Teatrze Współczesnym też zakończyła się sukcesem jeszcze młodszego twórcy („Między nami dobrze jest” – Dorota Masłowska; reżyseria i adaptacja – Patryk Warchoł). W przypadku „Chłopek” również uważam, że to przedstawienie w reżyserii Sławomira Narlocha zdecydowanie warte jest polecenia, bez względu na to czy ktoś czytał książkę Joanny Kuciel-Frydryszak, czy nie. Jest duże prawdopodobieństwo, że tych którzy jej nie czytali spektakl zachęci do wgłębienia się w ten pomijany do tej pory w szerszym odbiorze temat. Specjaliści, owszem znają go, stąd zresztą biorą się głosy krytyczne wobec pracy Kuciel-Frydryszak. Ale absolutnie niezaprzeczalnym faktem jest to, że to właśnie ona „wydobyła” zza zasłony milczenia temat losów wielu pokoleń wiejskich kobiet i spowodowała publiczną, ożywioną i bardzo ciekawą dyskusję. 

Tych, którzy czytali „Chłopki” raczej nie trzeba zachęcać do zobaczenia spektaklu, a przypominam, że w 2024 roku było ich ponad 500 tys.! 

A po wyjściu z siedziby Teatru Współczesnego zauważyłem kolejną wręcz rewolucyjną zmianę, która wcześniej umknęła mojej uwadze. Na jezdni ul. Mokotowskiej przed wejściem zarówno do głównego budynku, jak i do Sceny Baraku zostały położone spowalniacze jazdy, tak zwani „leżący policjanci”. Zwiększa to bezpieczeństwo widzów spieszących się od teatru, bądź wychodzących z niego i będących ciągle jeszcze myślami na widowni, w innej rzeczywistości i przeżywających to, co widzieli i słyszeli przed chwilą.

Na zakończenie, zdanie znowu nie związane z samym spektaklem, tylko z remontem teatru. Chyba pośpieszyłem się chwaląc na początku tego tekstu końcowe efekty remontu, bo coś mi się wydaje, że jest on jeszcze niedokończony. Przydałoby się jakieś rozwiązanie kwestii reklamy wizualnej przy głównym wejściu (plakaty, afisze, zdjęcia, repertuar). Mam nadzieję, że dyrekcja ma na to jakiś pomysł i to które jest teraz, jest tymczasowe. Niby szczegół i detal, ale przy imponującej reszcie będzie to niewątpliwą wisienką na torcie. 

Gorąco polecam nie tylko spektakl „Chłopki” w reżyserii Sławomira Narlocha zrealizowany w Teatrze Współczesnym, na podstawie bestselleru Joanny Kuciel-Frydryszak pod tytułem „Chłopki. Opowieść o naszych babkach”, ale równie gorąco zachęcam do poszperania w inny materiałach źródłowych na ten temat, bo według mnie jest on pasjonujący i co najważniejsze, dotyczy korzeni bardzo dużej części naszego społeczeństwa!  

Deklaracja dostępności