Chłopki
„Chłopki” – teatr pamięci zamiast oskarżenia, Wiesław Kowalski, https://teatrdlawszystkich.pl, 20.12.2025

Premiera „Chłopek” w Teatrze Współczesnym w Warszawie potwierdza, że ta sama książka Joanny Kuciel-Frydryszak może stać się punktem wyjścia do skrajnie odmiennych wypowiedzi scenicznych. Zestawienie warszawskiej realizacji Sławomira Narlocha z przygotowanymi wcześniej w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy „Chłopkami” w reżyserii Jędrzeja Piaskowskiego i dramaturgii Huberta Sulimy ujawnia nie tylko różnice estetyczne, lecz przede wszystkim odmienne rozumienie sensu teatru i jego relacji z pamięcią społeczną.

W istocie są to spektakle tak różne, że trudno mówić o bezpośrednim porównaniu. A jednak właśnie na tle legnickiej realizacji jeszcze wyraźniej wybrzmiewa konsekwencja, dojrzałość i artystyczna siła przedstawienia Narlocha.

Legnica: teatr krytyczny i gest polityczny

Legnickie „Chłopki” Piaskowskiego i Sulimy sytuowały się wyraźnie w nurcie teatru krytycznego. Reportaż Kuciel-Frydryszak został tam potraktowany jako narzędzie analizy systemowej przemocy: klasowej, ekonomicznej i patriarchalnej. Był to teatr interwencji – chłodny, zdystansowany, momentami prowokacyjny – świadomie rezygnujący z empatii na rzecz ostrego społecznego komentarza.

Los kobiet ze wsi stawał się tu częścią szerszej diagnozy współczesności. Przeszłość nie była rekonstruowana, lecz wykorzystywana jako argument w sporze o teraźniejsze mechanizmy wykluczenia. Indywidualne biografie podporządkowano strukturze myślenia o systemie, a emocjonalny ciężar opowieści celowo filtrowano przez ironię i dystans.

Warszawa: teatr pamięci i wspólnoty

Spektakl Sławomira Narlocha idzie w dokładnie przeciwną stronę. To nie teatr oskarżenia, lecz teatr uważnego słuchania. Reżyser nie polemizuje z książką Kuciel-Frydryszak ani nie „przepisuje” jej na język ideologiczny. Zachowuje jej wewnętrzny ciężar, rytm i powagę, tworząc sceniczne misterium pamięci kobiet – codziennej, cichej, przez lata wypieranej z oficjalnej historii.

Rezygnacja z regionalnych konkretów i skupienie się na uniwersalnym doświadczeniu pracy, biedy i przetrwania nadaje przedstawieniu wymiar ponadczasowy. Kluczową rolę odgrywa muzyka wykonywana na żywo – pieśni ludowe stają się tu nośnikiem zbiorowej pamięci, a nie folklorystyczną ilustracją. Szczególny, intymny ton budują również nagrania wspomnień prababki reżysera, wprowadzające osobisty wymiar do opowieści o zbiorowym losie.

Pokrzepienie jako akt odwagi

Najistotniejszą różnicą między obiema realizacjami jest ton. Tam, gdzie Legnica wybierała chłód i krytyczny dystans, Warszawa proponuje pokrzepienie – gest dziś w teatrze rzadki i ryzykowny. U Narlocha nie oznacza on jednak ani sentymentalizmu, ani fałszywego pojednania z historią. Jest raczej uznaniem sensu codziennego trudu i życia „od poniedziałku do niedzieli” jako wartości samej w sobie.

Bohaterki „Chłopek” w Teatrze Współczesnym nie są figurami ofiar ani symbolicznymi reprezentacjami systemu. Są ludźmi – z całą złożonością, zmęczeniem, determinacją i cichą siłą. Dzięki temu spektakl rezonuje z teraźniejszością bez potrzeby publicystycznego dopowiedzenia.

Teatr uważności

Warszawskie „Chłopki” są przedstawieniem rzadkiej dziś konsekwencji etycznej i formalnej. To teatr, który nie krzyczy i nie prowokuje na skróty, lecz głęboko pracuje na emocjach i pamięci widza. Jeśli realizacja Piaskowskiego i Sulimy była ważnym głosem krytycznym, to spektakl Narlocha okazuje się czymś równie istotnym: dojrzałym aktem empatii i scenicznego wsłuchania się w przemilczaną historię.

To jedna z najważniejszych adaptacji literatury faktu ostatnich sezonów – i bez wątpienia spektakl znakomity, także dzięki wyjątkowo spójnej, zespołowej kreacji aktorek ((Joanna Jeżewska, Monika Kwiatkowska, Monika Pawlicka, Agnieszka Pilaszewska, Ewa Porębska, Natalia Stachyra, Kinga Tabor, Elżbieta Zajko) i aktora (Marcin Stępniak), którzy nie budują tu indywidualnych popisów, lecz wspólnotowy portret doświadczenia, nadający całości rzadko spotykaną siłę i wiarygodność.

 

Deklaracja dostępności