Chłopki
Teraz my, zapomniane babki i prababcie, mamy głos!, Anna Czajkowska, https://teatrdlawszystkich.pl, 28.12.2025
Spektakl w reż. Sławomira Narlocha, oparty na książce Chłopki. Opowieść o naszych babkach, nie jest wierną adaptacją historyczno-reportażowego, obszernego tekstu Joanny Kuciel-Frydryszak. Oddając głos kobietom mieszkającym na wsi w niewyobrażalnych dla nas warunkach, autorka pierwowzoru pokazała trudne życie naszych prababek i babek w patriarchalnym społeczeństwie. Mimo przeciwności losu nie poddawały się i z niezłomnością oraz uporem, najczęściej nieświadomie, walczyły o zmianę dla tych, które przyjdą po nich, dziedzicząc pamięć przekazywaną z pokolenia na pokolenie.
Podobny szacunek i podziw dla hartu ducha prostych kobiet przenika cały spektakl wystawiany na deskach Teatru Współczesnego. Muzyczny dramat Narlocha zadziwia swoją zwięzłością i skondensowaną, a jednocześnie uderzająco bogatą formą, w której – bez cienia taniego sentymentalizmu – udaje się powiedzieć bardzo dużo.
Rzecz dzieje się w małej wsi w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Czy to rodzinne strony Sławomira Narlocha, do których czuje wielki sentyment? Być może, ale tak naprawdę spektakl ma wymiar uniwersalny, a miejsce akcji nie jest najważniejsze. Młody reżyser wzbogacił całość fragmentami wspomnień swojej ukochanej prababci – Heleny Pluty, podkreślając intymność i emocjonalny charakter inscenizacji. Jej miły głos płynący z nagrania stanowi rodzaj komentarza do każdej przytoczonej opowieści.
Spektakl nie jest przypowieścią z ludowym folklorem w tle, lecz rzeczywistym obrazem twardej codzienności, przepełnionej ciężką pracą od świtu do nocy. Fatalne warunki higieniczne i głód były udziałem niemal wszystkich mieszkańców wsi, a reżyser nie próbuje ich mitologizować. Przekornie wyróżnia też jednak inny aspekt wiejskiego bytowania – czas na bycie razem, wspólne śpiewy, kolory natury i uczucia, które ubarwiały ludzką samotność, trudną miłość, biedę, lęk oraz zmagania z losem. Choć przedstawione w spektaklu problemy są poważne, a sama inscenizacja emocjonalnie poruszająca, nie brakuje w niej także humoru i naturalnej prostoty, która nie przeczy mądrości zawartej w refleksjach.
Reżyser, częściowo polemizując z książką Kuciel-Frydryszak, rezygnuje z polityki oraz ideologii, skupiając się na bohaterkach pomijanych przez oficjalną historię. Kobiety przychodzą, by przypomnieć o sobie, walczyć o swoją godność i opowiadać o tym, co dotąd było przemilczane i niedoceniane. Sławomir Narloch szanuje pierwowzór, ale inaczej rozkłada akcenty niż autorka oryginału, zachowując swój własny rytm i odpowiednio wyważone proporcje. Ten sam puls czują aktorzy – podążając za koncepcją młodego reżysera, grają jak jeden, zdrowy organizm.
Ciekawe kreacje aktorek: Agnieszki Pilaszewskiej, Joanny Jeżewskiej, Natalii Stachyry, Moniki Kwiatkowskiej, Moniki Pawlickiej, Ewy Porębskiej, Kingi Tabor i Elżbiety Zajko, noszą silne znamiona indywidualizmu, dobrze wpisanego w wielowątkowość scenariusza, jednak bez taniego gwiazdorzenia i nienaturalnych stylizacji. Podobną, niebanalną postać, z naciskiem na równą, uważną grę zespołową, buduje Marcin Stępniak w roli Prawnuka.
Siła i wiarygodność płynie także z czystej, przejmującej muzyki autorstwa Jakuba Gawlika, która znakomicie podsumowuje opowieść o ludziach i ich losie. Wykonywane na żywo tradycyjne pieśni ludowe w interpretacji aktorek brzmią mocno, nawet drapieżnie, choć nie są pozbawione lekkości. Przypominają, że pieśń ludowa niegdyś stanowiła nieodłączny element codziennego życia i komentowała otaczającą rzeczywistość, towarzysząc ważnym wydarzeniom.
Spektakl Narlocha to rodzaj teatralnego, misteryjnego, uważnego zasłuchania, które niczego na siłę nie uwspółcześnia i nie popada w formalizm. Unikając ideologicznych nadinterpretacji, twórcy przedstawienia z szacunkiem oddają głos kobietom mieszkającym przed wojną na wsi, pozostawiając widza z własnymi przemyśleniami nad zmianami, jakich doświadczyło nasze społeczeństwo.
