Laborantka
HEBEL: Idźcie na „Laborantkę”, Jarosław Hebel, Moja Przestrzeń Kultury, 16.04.2026r.

Teatr Współczesny w Warszawie cały czas trzyma poziom. Przekonałem się o tym, oglądając spektakl „Laborantka” w reż. Anny Gryszkówny. W tym przedstawieniu zostaje postawione fundamentalne pytanie o cenę postępu, jaką płacą konkretni ludzie żyjący w określonym społeczeństwie. Widz pozostaje z tym dylematem na długo, dostrzegając wszystkie złe strony ludzkiej ingerencji w naturalny rozwój społeczeństwa. Czy jest sens wprowadzać kontrolę społeczną polegającą na odgórnej segregacji, której wysoką ceną będzie upodlenie i unieszczęśliwienie wielu jednostek?

Trochę zapachniało mi Orwellem, ale też Big Brotherem. Widzimy ludzi żyjących w społeczeństwie kontrolowanym przez ratingi. Lepszy rating oznacza lepszą pracę, niższe składki zdrowotne, ale gorszy – wręcz coś zupełnie odwrotnego. Są tacy, którzy posuwają się do fałszowania swoich ratingów, aby zagwarantować sobie lepsze życie. Inni oszukują partnerów, żeby być w związkach. Nikt nie chce mieć gorszego ratingu i uchodzić za życiowego przegrywa.

Wszyscy aktorzy zagrali wybornie! Najbardziej podobała mi się Monika Pikuła w roli Char, która pokazała pełnię swojego talentu. Chciałbym ją kiedyś zobaczyć w głównej roli na deskach Współczesnego. Wielkim – oczywiście pozytywnym – odkryciem jest dla mnie Elżbieta Zajko, która udźwignęła powierzoną jej główną rolę. Na scenie świetnie partneruje jej Filip Kowalczyk. Pojawienie się zaś aktora tej klasy co Leon Charewicz – choćby tylko na drugim planie – musi chwytać za serce publiczność zgromadzoną na widowni Sceny w Baraku. To aktor z ogromną charyzmą. Wystarczy, że przejdzie bezgłośnie przez scenę i to już robi wrażenie.

Okazuje się, że to bohater grany przez Charewicza jest prawdziwie wolny. Ma wyższe wykształcenie, wysoki rating i od dwóch dekad z wyboru pracuje jako portier. Widać, że można żyć inaczej i że zawsze jest wybór. Przede wszystkim można nie gonić stadnie za wątpliwym sukcesem – i jeżeli nie być w życiu szczęśliwym, to przynajmniej być z niego zadowolonym. Ujęło mnie, gdy siedząc na ławeczce portier z niebywałą lekkością robił sobie skręta. Wypalał jednego dziennie. Miał przy tym świadomość, że palenie jest szkodliwe dla zdrowia. Zaraz jednak dodawał, że stres ma wcale nie mniej niszczące działanie.

Nie chcę spojlerować, więc nie zdradzę całej treści. Wzruszyła mnie jednak końcówka spektaklu. Pod względem emocjonalnym to przedstawienie sytuuje się w klasie arcymistrzowskiej. Gdy grana przez Zajko bohaterka czeka na oddanie urodzonego przez siebie dziecka i tego nie czyni, miałem zaszklone oczy i coś musiało ścisnąć mnie za serce. Większość z nas nie ma wątpliwości, że należało właśnie tak postąpić, jak zrobiła to główna bohaterka. Tak nakazuje serce. Ale gdy włącza się mózg – nie jest to już aż tak oczywiste. Gdyby postąpiła inaczej, byłoby to w pewnej mierze usprawiedliwione. Została przecież oszukana i wykorzystana. Sama jednak również dała się wmanipulować w świat oparty o segregację.

W spektaklu jego twórcy mówią do nas prostym językiem poprzez często poruszające ludzkie historie, w których mógłby się odnaleźć prawie każdy z nas. Dzięki temu przedstawienie jest tak bardzo nam bliskie, chociaż jego akcja rozgrywa się do końca nie wiadomo gdzie. Dość ascetyczna scenografia doskonale wpisuje się przy tym w ten klimat i pełni kluczową rolę.

Warto zobaczyć ten spektakl. Ogólny wniosek, który nasuwa mi się po jego obejrzeniu – zawsze lepiej żyć w społeczeństwie liberalnym (otwartym), gdzie wszystkie procesy zachodzą w sposób zupełnie naturalny, bez ingerencji z zewnątrz i bez nachalnej kontroli przez jakikolwiek podmiot.

Deklaracja dostępności